My-dwa niezamieszkałe lądy. Wiecznie samotni, zawsze z kimś. Ciągle się mijamy.
Widzisz, jesteśmy osobno od tylu lat, w pelni swiadomi, że należymy tylko do siebie nawzajem.
I nie kochamy się. Nie kochać się do końca też nie potrafimy. Nie wiem jak to jest i dlaczego tak się dzieje, że po krótkiej chwili spędzonej razem, którą nazywaliśmy związkiem, nastąpiły lata rozłąki, w których myslimy tylko o sobie.
Nie kocham Cię. Jednak gdy nachodzą mnie te chwile samotności, te chwile gdy pragnę poczuć ciepło kogoś obok, myślę o Tobie. Wspomnienia opadają na moją twarz jak maska. Czuję ich ciepło i nie potrafię powstrzymać uśmiechu pojawiającego się na moich ustach.
Najprzyjemniejsza jest świadomość tego, że Ty także o mnie myślisz.
Po tylu latach spędzonych osobno, z innymi, wracamy do siebie w każdej nadarzającej się okazji. Zabawne jest z jaką czułością patrzymy sobie w oczy, jak nie możemy nasycić się własnymi ciałami, jednocześnie odrzucając wszelkie pozytywne uczucia, które pojawiają. I zawsze z nimi przegrywamy.
Teraz ja jestem tu, ty tam. Nawet to nie ma znaczenia. Bo widzisz byłeś pierwszym. Ja byłem pierwszym. I oboje czujemy, że będziemy ostatnimi. Co z tego, że czasem pojawia się ktoś, kiedy my czekamy na siebie.
Po tylu latach potrafię powiedzieć: „Tęsknię”.
Po tylu latach Ty w końcu powiedziałeś: „Kocham”.
Ty tam, ja tu. Dwa niezamieszkałe lądy...
Wszystkie na ciele znaki
Zapis bezcennych chwil
Jak z pamiętnika kartki
Kropek i kresek szyfr
Mapa wspomnień, krętych dróg
Szkielet utwardza mi
W klatce z kości mięsień wiotki
Pulsuje, przyspiesza rytm
To początek, wschód słońc
I drżenie w kącikach ust
Wielkie oczy ma strach
Palcem pogrożę mu
Na topografii ciała
Niezamieszkały ląd
Konturem oddzielam teren
Gruntuję, dobieram tło
Permanentnym tuszem bądź
W czerwieni do twarzy mi
Bez szablonu i bez wzoru
Namiętnie i aż do krwi
(Brodka-Kropki i kreski)
Dzielę się wszystkim więc czmu by nie jebnąć Wojaczkiem po oczach. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, choć nie mam nic przeciwko płynom ustrojowym na twarzy...
Tylko nie w oczy! O nie! Wiem oblech ze mnie
Ale cicho! Miało być poważne bo smutno mi dzisiaj: Rafał Wojaczek-Pewna komoda:
Ile śmierć ma szuflad! W pierwszej
Składa sobie moje wiersze
Którymi ją sobie skarbię.
W drugiej szufladzie najpewniej
Przechowuje kosmyk włosów
Z czasów, gdy miałem pięć lat.
W trzeciej znowu prześcieradło
Z moją pierwszą nocną zmazą
I świadectwo maturalne.
Zaś w czwartą zbiera rachunki.
Upomnienia i sentencje
"W imieniu Rzeczpospolitej".
W piątej recenzje opinie
Które by się pośmiać, czyta,
Kiedy jest melancholijna.
Musi też mieć wielce skrytą,
Gdzie spoczywa rzecz najświętsza:
Akt mojego urodzenia.
A najniższa i największa
- samej już wysunąć trudno –
Będzie dla mnie w sam raz trumną.
Człowiek to jednak dziwna istota. Marzymy o tzw.świętym spokoju,wcale go nie szukając. Bo tak naprawdę prawdziwe szczęście poznajemy wtedy,gdy jesteśmy zadowolenie z przebywania w samotności, wtedy gdy jesteśmy zadowoleni z samych siebie, nie wtedy gdy do zadowolenia potrzebujemy innych...
Zawsze marzyłem o tym,by nie potrzebować ludzi. Jednak jako istota stadna, nie mogę żyć bez towarzystwa. Więc nawet jeśli czasem odcianm się od świata to za moimi plecami stoją postacie moich przyajciół,znajomych a nawet wrogów...
Czasem tęsknię...
Niektórzy się pojawiają by zranić i zostają spychani przez umysł w niepamięć.
Niektórzy pojawiają się na krótką chwilę, ale tę chwilę pamiętamy, a wspominając ją mamy na twarzy uśmiech zadowolenia...
Niektórzy po prostu są i doskonale wiemy,że będą już zawsze.
Brakuje mi wszystkich. Brak mi wrogów bo w tym nowym miejscu nie mam nikogo.
Brakuje mi osób, których towarzystwo zawsze sprawiało mi przyjemnośc choć wiedziałem,że gdy nadejdzie czas rozstania, każde bez problemu pójdzie własną drogą.
Najbardziej brakuje mi tej, która jest gdzieś w oddali.Nie zaakceptowałbym siebie gdyby nie znalazła się osoba,która okaże wprost,że nie mam się czego wstydzić. Najbardziej boli fakt, że każdez nas tęskin,lecz nic na to nie możemy poradzić.
Ona jest tam, ja tu bo tak musi być. Dopadła nas dorosłość życia. Skończyła się beztroska i każde z nas musi ułożyć sobie życie po swojemu. Bo..nikt nie zrobi tego za nas. Może kiedyś,pewnego dnia nasze drogi się przetną. Tymczasem muszą nam wystarczyć telefony i mój blog...
P.S. Dziewuszki tęksnię strasznie,a najgorsze jest to,że dorosłe życie nie pozwala mi do Was wrócić.
P.S.2 Okropne jest także to,że przeszłość tak szybko odchodzi... Słyszałem,że jeszcze trochę i nie będzie miejsca,którego wszyscy nienawidziliśmy,ale dzięki któremu się poznaliśmy. To był plus tej pracy 
P.S.3 Lubię placki
Kochana! Dzięki za odzew
Nie ukrywam, że zrobiło mi się trochę lepiej. Mam nadzieję, że sztbko znajdę czas by Was odwiedzić.
Tym razem nie napiszę o seksie. Może to i lepiej bo po co mam stać się monotematyczny. Jeśli kiedyś dowiesz się co z nami facetami jest nie tak proszę daj mi znać.
Niby jak każdy szukamy czego, przed czym jednocześnie uciekamy. Kiedy już poznajemy osobę, która w jakiś sposób przyciągnie nas do siebie na trochę dłużej i kiedy tylko padnie pytanie: Kim tak właściwie dla siebie jesteśmy? wszystko się zmienia...Wraz ze złożeniem deklaracji:bądźmy razem, pojawiają się wątpliwości. Nie wiadomo skąd pojawia się strach przed zaangażowaniem. Czujemy, jak wokół nas pojawiają się fundamenty pod kraty klatki. Niebawem ktoś nas w nije szczelnie zamknie a my nie będziemy mieli na to wpływu. Choć rzecz jasna tak się stać nie musi. I nawet gdy ponownie spojrzymy na tę osobę i ujrzymy tę śliczną, słodką twarz, wątpliwości nie zniakają. Doskonale wiem, o tym, że gdybym poczekał, wpadł bym w ten "rytm" bycia ze sobą i wszystko byłoby dobrze dopóki ktoś nie popełniłby błędu. Ale...Czy "to" jest "to"? Czy tego szukamy? Czy nie byłoby łatwiej gdyby na widok danej osoby serce nie waliłoby jak szalone? Zupełnie jak podczas pierwszego zauroczenia. Chciałbym znów poczuć te fale gorąca na widok zbliżającego się "obiektu". Chciałbym drżeć za każdym razem gdy mnie dotyka.
Wtedy nie miałbym wątpliwości, że warto...Może uwierzyłbym, że pewnego dnia nie obudzę się i nie stwierdzę, że wpadłem w czarną dziurę a osoba obok mnie to tylko rekwizyt, kolejna rzecz, która znalazła się w umeblowaniu mojego życia.
Zdaję sobie sprawę, iż obiekt tych wywodów może pewnego dnia to przeczytać. Dziś nawet w Internecie nie jesteśmy anonimowi. Ale niestety należę do osób, które samo sobie stwarzają problemy. Jestem z dala od przyjaciół. A czasem trzeba nawet tak błahymi wątpliwościami się z kimś podzielić. Ciekawe czy tylko ja miewam takie lęki czy pojawiają się na początku każdego związku...
Ja pierdziu, ale sobie przesoliłem jajecznicę... Aczkolwiek dobra jaja nie są złe.
Tak baj de łej. Jak na homosia tom troszku nietolerancyjny jest. Sorkazm, ale nie wszystko jestem w stanie przełknąć (tu bez skojarzeń proszę) ot tak. Na przykład koleś, który nie dość, że ma posturę ogrodowego krasnala i takąż prezencję, nie powinienen zakładać na czarny, obcisły t-shirt (na bank kupiony w dziale dziecięcym, bo gdzie?), skórzanej kamizelki, miejscami dekorowanej futerkiem. Wyglądało to tak jakby przed chwilą wyczesywał owczarka niemieckiego i kłębki futra przykleiły mu się do tej iście gejowskiej kamiezeleczki...
Nie miejcie mi za złe mojej krytyki, ale sądzę, że osoba, która tak się nosi robi to celowo i właśnie po to by owa krytyka powstała. Dokładnie. Chcą całemu światu pokazać wszem i wobec, że wszystko mają głęboko gdzieś.
Dobrze o gustach się nie rozmawia, ale gdy widzę kogoś kto jest: napruty, naćpany, bądź po prostu ma lekko pod kopułą i nie jest w stanie tego kontrolować, ogarnąć, cokolwiek, to nie ma opcji jak mieć zwałę.
Pewnego razu przy barze stanął dość postawny jegomość, zaczesany w kucyk. Najpierw doelikatnie położył swój dość niemały brzunio na barze i się zaczęło....Nie dość, że udawał, że śpiewa, to robił to w sposób przekomiczny. Otwierał usta, język jakimś cudem miał ułóżony zawsze na dolnej wardze i poruszał wargami w rytm piosenki. Nie ważne jakie były słowa. Ruchy zawsze było to same. Na tym nie koniec. Czasem odwaracał się do zgromadzonych by "śpiewać" do nich a przy okazji kreślić paluszkami w powietrzu dajmy na to "chmurki". Rewelacja.
Najgorsze jest to, że tak naprawdę nie ma zabawy bez oprawy.
Samemu nawet najlepsza impra jest lipna. Achm! Brakuje mi melanży z Haliną. Całą noc przy barze i zero efektu! Tylko ona miała taki łe, że alkoholizm niegroźny. Aj! Brakuje mi nawet Julii, choć z nią wyjście na parkiet groziło kalectwem lub śmiercią. Jestem ciekaw jak sobie dają radę beze mnie siostry bezendu, oby Andrzejowi się krzywda nie stała, bo nieobliczalność Julii nawet mnie przerażała. Pewnie dają sobie radę...Ja jednak nie bardzo....
A od poniedziałku do pracy...Może wtedy skończą się wolne chwile na użalanie się nad sobą. Ech! My pedały!

